Zimowe zmiany oraz mapa ze znacznikami na Fereldenie


VN:F [1.9.22_1171]
Ocena: 10.0/10 (7 ocen)

Kolejny raz pragniemy was zaprosić do Fereldenu! Nadszedł czas zmian, przemian politycznych oraz wyprawy na siejącego grozę smoczego jaszczura! Dodatkowo, od kilku tygodni funkcjonuje mapka ze znacznikami! Projekt ten po konsultacjach został wprowadzony i teraz gracze mogą poznać nowe ciekawe lokacje oraz otrzymać indywidualne questy. Zapraszamy również do dołączenia do naszej społeczności na forum oraz zajrzenia do jednej z tętniących życiem karczm.


Mapa
A teraz trochę aktualności fabularnych z Fereldenu:

Istnienie Partha Kalna stanowiło swojego rodzaju precedens, solę w oku wiernych synów Kamienia spod powierzchni, a także niektórych grup handlowych ludzi. Wioska krasnoludów powierzchniowych nie była przesadnie duża, ale ściągnęły do niej dziesiątki krasnoludów z całego Thedas: ci, którzy nie mogli się odnaleźć po opuszczeniu Orzammaru oraz ci, którzy po tułaczce na powierzchni pragnęli wreszcie osiąść spokojnie pośród współbraci. Osada utrzymywała się głównie z pracy w kopalniach oraz sprzedaży wytworów krasnoludzkiego rzemiosła.
Chorobę do Partha Kalna zapewne przyniosło paru kupców, którzy wcześniej przejechali przez wioskę nieopodal Kalenhad, w której miała miejsce epidemia. Ta rozprzestrzeniała się pośród krasnoludów dość szybko, zbierając straszne żniwo szczególnie pośród dzieci i starszych. Medycy nie byli zbyt chętni do ryzykowania dla krasnoludów, a ze względu na fakt, że magia była dzieciom Kamienia dość obca, nie zwrócili się na czas z prośbą o pomoc do Kręgu. W Redcliffe, po doświadczeniach amaranckiej zarazy z ubiegłego roku, zapanował pewien popłoch. Handel z Partha Kalna został zawieszony, osadę odizolowano, by nie doszło do rozprzestrzenienia zarazy, wzmożono patrole, wydano rozkaz wypatrywania zalążków choroby w innych wioskach i natychmiastowego palenia zwłok. Sprowadzono wprawdzie lecznicze zioła i przesłano je do osady – niestety, nim transport dotarł, znaczna część populacji mieszkańców wymarła.
Nie wydawało się, aby Partha Kalna mogło podnieść się po takim ciosie.

Fereldenem wstrząsnęła też śmierć banna Withala, który jak wyszło na jaw, zaniedbał swoje włości. Gdy mężczyzna zmarł, dwór został splądrowany przez jego własnych, nieopłaconych ludzi, zginęły także dzieci banna. Ziemie bannornu Raghall zostały na razie przejęte pod zarząd korony, a resztki majątku Withala wykorzystano aby spłacić zaciągnięte długi. Za zabójcami syna i córki banna rozesłało listy gończe.
Sprawy w Amarancie miały się na pozór spokojnie. Nie było słychać o aferach z udziałem arla Thorne, Szara Straż również zdawała się trzymać z daleka od wszelkich wydarzeń, które mogłyby powodować powstanie nieprzyjemnych plotek na ich temat.

O dziwo - nie było słychać również głosów krytyki w sprawie Straży Miejskiej. Od serii ataków na patrole i fali strażników rezygnujących przez nie ze służby dało się zaobserwować poprawę. Ludzie szeptali, że to zasługa napadów, które zdołały zastraszyć szeregowych stróżów na tyle, aby wybić im z głowy wszystkie głupie pomysły.
Pamięć o nieudanym buncie, oraz jego konsekwencjach nadal pozostawała świeża w umysłach elfów miejskich. Populacja amaranckiego obcowiska starała się nie drażnić ludzkich władz, by przypadkiem ktoś nie zdecydował, że warto będzie prewencyjnie odciąć dostawy opału – i tak nikłe w stosunku do rzeczywistych potrzeb elfów, ale niewielu posiadało wystarczające środki by pozwolić sobie na podobne luksusy.

Wsłuchujący się w szepty, wiedzieli, że sytuacja nie jest tak idealna jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Lord Practor, jeden z amaranckich szlachciców poszukiwał sporej grupy najemników do istotnego zadania. Nikt nie dysponował konkretnymi informacjami na ten temat, jednak do tej pory szlachcic był jednym z najgłośniejszych krytyków komendanta Szarej Straży. Ostatnio jego protesty ucichły jednak, bez żadnego wyraźnego powodu.
Wśród opowieści myśliwych powtarzano, że po arlacie grasuje jakiś straszny drapieżnik, który porywa podróżnych z traktu. Mimo usilnych chęci jednak, nikomu nie udało się odnaleźć leża bestii. I sprawa ta miała pozostać nierozwiązana, dopóki krzywda nie stanie się komuś ważnemu.

W Lesie Brecilian nastała zima. Odpady śniegu były rzadkie, aczkolwiek zimny wiatr oraz przymrozki dawały mocno w kość żyjącym w nim Dalijczykom. Na dodatek w obozowisku doszło do przykrego incydentu i dwie halle spłoszone najwyraźniej hałasem czynionym przez młokosów - uciekło w las. Kiedy odszukano je dnia następnego, były martwe i mocno nadjedzone przez drapieżniki. Zapasy powoli zaczynały się kurczyć, dlatego łowcy musieli częściej wyruszać na polowania, a był to dopiero początek. Wydawało się, że elfy czekało kilka ciężkich miesięcy.

grajzadarmo

  • Chof

    Bardzo fajna ta mapa. Nie widziałem wcześniej w vallheru podobnie wykorzystanej (nie tylko informacje, ale też zadania). Duże uznanie dla twórców.