W Fereldenie - Koniec buntu i śmierć Szarych Strażników


VN:F [1.9.22_1171]
Ocena: 9.3/10 (12 ocen)

Minione dni w Fereldenie były pełne wydarzeń. I nie chodziło tutaj o niewielkie, lokalne zamieszanie, ale również wydarzenia których echo przetoczyło się przez całe królestwo.
Pierwszym z tych zdarzeń było zakończenie polowania na zdrajców Szarej Straży – Abigail i Neathanela Essexa. Korzystając z zamieszania po śmierci poprzednika Komendanta Thorna uciekli oni z Twierdzy Czuwania, próbując przedostać się na północ, z dala od wpływu Fereldeńskiej straży, oraz Zakonu. Dzięki szybko rozesłanym listom gończym, jednak, większość portów stała się dla nich niedostępna, zmuszając ich do ucieczki w mniej oczywisty sposób. W ten sposób dotarli oni do Południowej Rubieży.
Tam zdrajcy odnaleźli schronienie. Nie zdołali jednak ukryć się przed Szarą Strażą, która wkrótce przybyła do miasta ich tropem, chcąc wymierzyć zdrajcom jedyną karę jaką przewidziano dla zdrajców i uciekinierów – śmierć.
Do ostatecznego starcia doszło pomiędzy zabudowaniami obcowiska Południowej Rubieży, gdzie grupa pościgowa wysłana przez Straż starła się ze zbiegłym Tevinterczykiem oraz jego poplecznikami. Nie obeszło się bez obrażeń, lecz Straż wyszła z tego starcia bez strat własnych, w dużej mierze z powodu pychy Essexa.
W czasie walki ze zdrajcami doszło również do pożaru w obcowisku. Zaklęcia magii żywiołów podpaliły jeden z budynków, co zaś doprowadziło do podpalenia beczek z olejem zgromadzonych w środku. Były one częścią planu Hahrena lokalnego obcowiska.
Ten widział bowiem, że Południowa Rubież jest biedna, a wojsko arlatu słabe i niedoposażone. Dlatego nawiązał też współpracę ze zbiegłym Strażnikiem, prosząc go o wyszkolenie dwójki apostatów mieszkających w obcowisku. Jeden z nich zginął w czasie starcia z Szarą Strażą, drugi nadal zdołał odegrać istotną rolę w kolejnych wydarzeniach.
Pożar wywołany przez walki oraz śmierć ‘Magistra Essexa’ były jedynie ostatnimi kroplą w czarze goryczy. Dzień po tym jak doszło do walk, a pożar strawił sporą część obcowiska, elfy wyszły na ulice miasta, zaś wspomniany wcześniej apostata nawiązał współpracę z demonem, stając się plugastwem. Odegrał dużą rolę w walkach, lecz ostatecznie został powstrzymany przez templariuszy w lokalnej świątyni.
W wyniku starć na ulicach zginęło trzydziestu żołnierzy, czterech templariuszy i niemal setka elfów – pozbawionych dobrej broni, wyposażenia, lecz przekonanych o tym, że walczą o słuszną sprawę.
Tego przekonania nie podzielał arl Bryland.Gdy do jego uszu dotarły raporty z ulic, nakazał wymordować wszystkie elfy w obcowisku i wypalić je do gołej ziemi. Następnie zaś rozesłał wiadomości do wszystkich innych Arlów.
Odpowiedź na tę wiadomość była niemal jednogłośna – do wszystkich obcowisk wkroczyły oddziały wojska, przeszukując dom po domu. Elfy u których odnaleziono broń były publicznie karane – standardową karą było trzydzieści batów dla mężczyzn i dwadzieścia dla kobiet. Dzieci poniżej czternastego roku życia mogły uniknąć kary. Dodatkowo, ci którzy próbowali opierać się i bronić przed przeszukiwaniami byli dodatkowo karani piętnem wypalanym im na prawej dłoni.
Niektórzy uznawali to za karę przesadną, lecz nie dało się zaprzeczyć efektowi. Działania te przypomniały wszystkim elfom jak kończą się bunty – nie tylko dla nich, ale również dal wszystkich ich pobratymców w całym Fereldenie. Mimo nawarstwionego gniewu wśród elfów, wrogość nie była skierowana do ludzi, którzy jedynie robili to co zwykle. Była nakierowana na ich własnych pobratymców. To z ich winy inni musieli cierpieć.
Zakończyło to również jakąkolwiek chęć do dalszych buntów. Przynajmniej na kilka najbliższych lat, nim wszyscy zapomną o tym co się wydarzyło, a kolejna osoba spróbuje namówić elfy, by powstały przeciw ludziom.
Prócz tego, pozostawały także inne wydarzenia, nie związane bezpośrednio z Południową Rubieżą i tym do czego doszło w ostatnich dniach.
Pojawiły się między innymi głosy o wydarzeniach w Bannornie Morza Przebudzonych. Jedyna córka bann Alstanny Eremon, która poprzedniej wiosny wyruszyła w podróż po Wolnych Marchiach i miała wkrótce powrócić – zaginęła bez śladu. Świadkowie twierdzą, że widziano ją kilka miesięcy temu, gdy schodziła z pokładu statku, lecz od tamtej pory nie skontaktowała się ona z matką.
Oficjalnie nie powiedziano na ten temat nic, lecz wielu z dworzan plotkowało, że wiązało się to z tym, jakoby Alstanna znalazła dla swojej córki narzeczonego - ten jednak musiał nie przypaść jej do gustu, skoro dziewczyna odmawiała powrotu do domu. A przynajmniej taką wersję wydarzeń rozpowszechniali ci, którzy żywili się plotkami. Nie można było w końcu wykluczyć, że dziedziczce coś groziło.
Działania elfów wstrząsnęły również wioską Redcliffe. Jeden z ulubionych rycerzy arlessy, Raegan, zginął, próbując rozbroić elfkę, która weszła do tamtejszej karczmy z mieczem. Dodatkowo podczas walki ujawniło się dwóch apostatów. Winni śmierci rycerza zginęli, wściekła Erika Guerrin rozesłała jednak po okolicy żołnierzy, przeszukując elfie domy oraz uniemożliwiając elfim podróżnym wjazd do wioski. Ktoś w ramach zemsty spalił też dzielnicę zamieszkiwaną głównie przez ostrouchych - w konsekwencji doprowadzając do śmierci większość elfów w Redcliffe.
Osoby, które przetrwały, początkowo miały otrzymać pomoc. Niestety, w zgliszczach strażnicy odszukali dowody na to, że elfy planowały pomścić śmierć pobratymców, którzy zostali zabici w karczmie. W konsekwencji represje jedynie zaostrzono. Dopiero po kilku tygodniach gniew w sercu arlessy nieco przygasł - elfom ostatecznie zapewniono schronienie, a wszystko wskazywało, że w zamian za to miały informować o wszelkich podejrzanych zachowaniach sąsiadów lub przejezdnych. Zniesiono zakaz wjazdu elfów do wioski, znów też mogły odwiedzać karczmę. W każdej chwili jednak groziło im przeszukanie i wtrącenie do lochów za posiadanie broni, nikt też już specjalnie nie poszukiwał winnych ewentualnych nadużyć wobec elfów.
W stolicy tymczasem arl Creighton, mimo wydarzeń w obcowiskach, dużo czasu poświęcał swojej rodzinie, a co poniektórzy zaczęli nawet mówić, że planuje znaleźć małżonków dla dwójki swoich najstarszych dzieci – Westi i Fevericka. Była to nie lada gratka dla wszystkich szlachetnie urodzonych kawalerów i panien, którzy chcieliby się wżenić w tak znamienity ród. Ba, niektórzy mówili, że córka i syn Creightona niebawem mają wyruszyć w objazd po Fereldenie, żeby poznać elity kraju, ale sam arl na razie nie ogłosił nic oficjalnie.

grajzadarmo