Na Fereldenie zamieszanie w polityce


VN:F [1.9.22_1171]
Ocena: 7.8/10 (16 ocen)

W południowej części bannornu wrzało, i to nie tylko z powodu wojny. Ledwo co umilkły plotki dotyczące niewyjaśnionej śmierci Aislinna, a już w tajemniczych okolicznościach znikł bann Kingsfield, Neal Chambers. Kilkanaście dni po jego wyjeździe gruchnęła rozprzestrzeniona nie wiadomo przez kogo wieść, że Chambers zamieszany był w nieudany zamach na arlessę, a być może miał nawet jakieś powiązana ze słynną Lisicą - i umknął przed sprawiedliwością. Władzę objął młodszy brat Neala, jego pozycja pozostała jednak niepewna, a sąsiedzi zaczęli zagarniać przygraniczne majątki.
Redcliffe tymczasem miało swoje własne problemy. Na Zaziemiu na traktach i w paru wioskach doszło do paru napadów i zuchwałych kradzieży. W okolicy Kniei Haftera znikło kilku ludzi. Kupcy zaczęli chętniej najmować ochronę i coraz mniej osób miało dość odwagi, by podróżować samotnie. Częściej rozsyłane patrole żołnierzy powracały z niczym. Jeden zaś nie powrócił po prostu wcale. Nie było to jedyne miejsce w Fereldenie, w którym działy się rzeczy nie do końca wyjaśnione: w okolicach Jeziora coraz częściej mówiono o tym, że przełęcz Gherlena jest miejscem przeklętym. Dzieci mieszkające w jej pobliżu uciekały z domów i tonęły na bagnach, a dorosłych dręczyły złe sny. Wzbudzało to poważny niepokój, bowiem nie chodziło o jakieś miejsce na końcu świata, a jedną z niewielu wygodnych dróg do Orzammaru.
W Amarancie, dla odmiany, panował spokój. Miasto wycierpiało już swoje w czasie katastrofalnej w skutkach zarazy. Zabudowania miejskie odczyszczono i przystosowano do ponownego użytku, a gdy było to niemożliwe - wyburzono, by wybudować je od nowa.
Dodatkowo, arl Thorne zwiększył wydatki na Straż Miejską, oraz podarował organizacji psy, które miały zostać wykorzystane w patrolach. Rozpoczęto również budowę dwóch dodatkowych posterunków dla straży - jednego przy głównej bramie i drugiego na terenie amaranckiego portu.
Jednocześnie też dało się zaobserwować znaczny wzrost wypadków w czasie służby. Co ciekawe jednak, większość z nich dotyczyła tych strażników, którzy mieli reputację sadystów, którzy z przyjemnością znęcali się nad ludźmi, czy tych, którzy powszechnie znani byli jako przekupni. Dziwny zbieg okoliczności spowodował rozejście się plotek, jakoby ktoś wziął sobie za cel wyczyszczenie miasta z szumowin.
W reszcie arlatu również wiodło się całkiem nieźle. Nowy arl był otwarty na wysłuchiwanie głosów zwykłych ludzi - zazwyczaj ograniczało się to do nudnych skarg na sąsiadów, lecz czasem pozwalało odnaleźć również zalążki poważnych problemów. Co jednak podobało się przeciętnym mieszkańcom, nie zawsze wyglądało pozytywnie w oczach szlachty. Niektórzy z lokalnych lordów zaczynali coraz głośniej narzekać na otwartość nowego arla.

grajzadarmo