[Messir] Nowa wieść - Chłód


VN:F [1.9.22_1171]
Ocena: 0.0/10 (0 ocen)

Co by o Messirze nie pisać to jednak trzeba przyznać, że ta gra dość wyraźnie żyje. Co miesiąc, dwa pojawiają się nowe wieści, a oto tekst kolejnej:

Wielkimi krokami zbliżała się zima. Nie był to jednak wielki problem, gdyż nie przewidywano w tym roku powtórki z poprzedniego. Zresztą Republika Messiru, a zwłaszcza sam Methor, zmagała się od dobrych trzech miesięcy z czymś większym i gorszym nawet od poprzedniej zimy. Zaraza nie zniknęła. Choć wielu lekarzy próbowało i choć organizowano kolejne kolegia, w których uczestniczył Tutor - nic się nie zmieniło. Zielarze zdołali wynaleźć jedynie wywar, który pity regularnie w czasie choroby pozwalał opóźnić objawy i minimalnie złagodzić przebieg choroby. Było to jednak jedynie odroczenie śmierci, na które stać było jedynie arystokratów. Władza, widząc taki stan rzeczy, zadecydowała więc, że każdy chory, który zgłosi się do Szpitala Głównego otrzyma pomoc w postaci jednej fiolki owego wywaru. Być może nie wydawało się to wielkim gestem, ponieważ nie przywracało mieszkańcom zdrowia, ale w zaistniałych okolicznościach, gdy nie istniało jeszcze antidotum, ludność to doceniała. Zwłaszcza biedota, której było teraz najciężej. Zaraza bowiem nie niosła tylko śmierci - niosła też głód. Zamknięte bramy uniemożliwiały normalny handel i coraz gorzej było z dostawami. Przedłużające się widmo śmierci sprawiało też, że coraz mniej osób chciało ryzykować zarobek, który wiązał się z zamknięciem w stolicy. Brakowało głównie mięsa, a warzywa i owoce stopniowo robiły się tak drogie, jak w czasie poprzedniej, długiej zimy. Niektórzy decydowali się zabijać swoje konie - część mięsa zatrzymywali dla siebie, resztę sprzedawali, aby w późniejszym czasie móc się utrzymać. Ostatecznie z zarządzenia Tutora zamknięto targ i część sklepów, a żywność sprzedawano z magazynów dla każdego w równych porcjach i za te same ceny.
Pocieszeniem mogło być to, że choroba jakby nieco osłabła, a przynajmniej tak mogło się zdawać. Nie atakowała już tylu mieszkańców co na samym początku, gdy przenosiła się przez szczury, choć jej przebieg wciąż był bardzo bolesny. Niektórzy lekarze twierdzili, że przez te poprzednie miesiące zaraza zwyczajnie wypleniła wszystkich najsłabszych mieszkańców. Inni, a takich było więcej, uważali, że zwyczajnie zaczyna znikać sama z siebie. Tej drugiej wersji wierzyć chciała znaczna większość mieszkańców stolicy. Nadzieja pozwalała im dostrzec promyk słońca w pełnych deszczu dniach. Burze były częste, a pewnego dnia temperatura spadła do tego stopnia, że miasto zostało zasypane gradem.

Wszystko to napędzało niesłabnącą wrogość w stosunku do innych ras. Ale nie tylko ras. Kiedy u bram miasta pojawił się ambasador Księstwa Curumo, nie potraktowano go dobrze. Wraz z małżonką i czwórką towarzyszących im zbrojnych elfów, po przekroczeniu bram zostali aresztowani. Pomimo podszeptów niektórych doradców, Tutorowi nie zależało jednak na zaostrzaniu konfliktu. Po przesłuchaniu ambasador został więc zwolniony z aresztu na rzecz aresztu domowego.
Zarządczyni Północnej Prowincji Księstwa Olleendil, Lairiel Tankervill, rzekomo zabita w areszcie za kontakty z siłami nieczystymi, zdołała opuścić więzienie i dołączyć do Salanera i zbrojących się elfów, organizując w tak zwanym Elfim Domu spotkania i zagrzewając elfów do walki z prześladowcami. Niektórzy podejrzewają, że to nie ona we własnej osobie, a podstawiony sobowtór. Wzbudzało to niepokój, bo o ile kilku pojedynczych elfów nie stanowiło wielkiego zagrożenia, o tyle sprawnie zorganizowana grupa już tak. Co prawda nie doszło jeszcze do żadnego wyraźnego incydentu, jednak wielu mieszkańców twierdziło, że jest to tylko kwestia czasu.

W ciągu ostatnich kilku dni dało się słyszeć też nietypowe i dość dziwne plotki. Według nich po Methorze kręcą się szpiedzy z Cesarstwa Raan Annon, którzy usilnie czegoś szukają. Podobno nawet doszło do jakiegoś starcia pomiędzy nimi a nieokreślonym przeciwnikiem - w efekcie zostali zabici, co zostało zręcznie zatuszowane przez nieokreślonego sprawcę. Nie ma żadnego oficjalnego i rzetelnego potwierdzenia tych informacji.
Pojawiła się również informacja wzbudzająca niepokój biedniejszych warstw społeczeństwa, a dotyczyła ona nekromantów. Według niej przeróżni sekciarze i niebezpieczni magowie organizują się w slumsach, by odprawiać swoje krwawe praktyki. Nie zostało to potwierdzone, jednakże straż miejska odnotowała kilka przypadków, w których ożywione zwłoki nękały mieszkańców. Sprawcy zostali schwytani i zabici, a oficjalne stanowisko straży uznawało to za pojedyncze przypadki.

W tym całym nieszczęściu pojawiło się kolejne światełko w tunelu. O ile prywatni handlarze nie godzili się na dostawy żywności, o tyle Republika Messiru miała jeszcze sprzymierzeńców w innych państwach. Tak Księstwo Arandil, jak i Republika Ayodelle obiecały wysłać oficjalne karawany z zapasami przeznaczonymi na zimę. Z początku państwa nie planowały działać w porozumieniu, jednak szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że ambasadorka Arandil Miriviel Ladenves - która sprawowała przed zarazą swój urząd w Methorze - pojawiła się w Republice Ayodelle z powodu zaproszenia na ślub Christophera Ayodelle, który w imieniu swojego kraju pełnił z Methorze ten sam urząd, co ona. Wspólnie przekonali oba kraje do pomocy, zaskarbiając sobie tym dla nich wielką wdzięczność Tutora. Po kilku formalnych listach, ze stolic obu krajów do Messiru wyruszyły pilnowane przez najemników karawany, które miały zapewnić przetrwanie w czasie zimowych miesięcy.

  • hejta

    Żyje, sztucznymi wieściami i akcjami. Aktywność dla graczy jest znikoma. MG ni chu chu nic nie organizują porządnego :)